Fakty i mity

Wpływ zdrowotności kukurydzy na jakość kiszonki.

przez Wojciech Pieczewski

Łan kukurydzy powinien być możliwie wolny od chorób, ponieważ rośliny o niższym statusie zdrowotnym wydają niższy plon. Ograniczenie wydajności to jednak często dopiero początek problemów.

Błędy są już popełniane na etapie przygotowania stanowiska, ponieważ wiele patogenów zimuje w resztkach pożniwnych. Należą do nich między innymi grzyby z rodzaju Fusarium, których chlamydospory i uśpiona grzybnia łatwo zimuje, nawet w przypadku wystąpienia silnych mrozów. Wiosną, gdy pojawiają się odpowiednie warunki, grzyby „budzą się” produkując masowo zarodniki konidialne. Te z kolei różnymi drogami przenoszą się na kukurydzę. Krytycznym etapem jest faza kwitnienia – zarodniki, które trafią na znamiona kolby, łatwo wnikają do jej wnętrza i infekują roślinę poprzez produkcję grzybni, która zużywa cukry proste. To przyczynia się do obniżenia energetyczności, a porażone przez fuzariozę łodygi i liście szybciej drewnieją, co z kolei przyczynia się do niższej strawności włókna (wyższy poziom ligniny).

Najważniejszą kwestią w przypadku produkcji kiszonki z kukurydzy są mykotoksyny, które wytwarzają grzyby z rodzaju Fusarium, a należą do nich: DON (deoksyniwalenol) oraz ZEA (zearalenon). Pierwszy z nich powoduje wiele zaburzeń związanych z układem pokarmowym: brak apetytu, a co za tym idzie mniejsze pobranie paszy, biegunki, podrażnienie jelit i żwacza oraz immunosupresję, która jest początkiem wielu innych chorób i częstym powodem wzrostu komórek somatycznych w mleku. Zearalenon ma podobną budowę do żeńskich hormonów płciowych (estrogenu) i jest odpowiedzialny za zaburzenia w obrębie rozrodu zwierząt. Powoduje między innymi „ciche ruje”, nieregularne cykle, cysty na jajnikach czy zamieranie zarodków. Dopuszczalne normy w paszy tych mykotoksyn są regulowane prawnie, jednak nawet najmniejsza ich ilość w dawce pokarmowej ma niekorzystny wpływ na kondycję zwierząt i produkcję mleka.

W momencie zbioru kukurydzy kiszonkowej do silosu oprócz rozdrobnionych części wegetatywnych i generatywnych rośliny, trafia potężny ładunek biologiczno-chemiczny. Należy do niego żywa grzybnia (strzępki grzyba), czyli rozrośnięta sieć mikroskopijnych nitek Fusarium, która zdążyła już osłabić strukturę rośliny i zużyć na własne potrzeby część cukrów. Do silosu trafiają również zarodniki, czyli wspomniane wcześniej chlamydospory i makrokonidia, które są wyposażone w mechanizmy pozwalające im przetrwać trudne warunki oraz opisane wyżej mykotoksyny (DON i ZEA).

Tutaj warto „obalić” największy mit dotyczący rozwoju Fusarium w silosie, który zakłada, że grzyb przenosi się z pola i dalej rozwija się w kiszonce. Fakt jest taki, że warunki beztlenowe i niskie pH powodują zablokowanie rozwoju grzyba, ale wyprodukowane na polu mykotoksyny są niestety związkami bardzo stabilnymi. Mówiąc inaczej – w silosie nie przybywa nowych toksyn fuzaryjnych ale te, które zostały zdeponowane w trakcie żniw, pozostają w stanie nienaruszonym i wykazują swoje negatywne skutki w żywieniu. Dlatego tak ważne jest stworzenie warunków beztlenowych. Ponowny dostęp grzybów do tlenu może uruchomić wtórne procesy jego namnażania. Rzadziej dotyczy to już Fusarium, które słabo toleruje niskie pH, ale na tego typu warunki „czekają” inne grzyby magazynowe, których zarodniki również zostały „przywleczone” z pola (Penicillum i Aspergillus). Tworzą one kolejne toksyny i przyczyniają się do zagrzewania się kiszonki i obniżenia jej parametrów jakościowych.  

Negatywny wpływ chorób grzybowych na plon i jakość paszy jest niepodważalnym faktem. Co zatem możemy zrobić by ograniczyć ich działanie? Logiczną odpowiedzią mogłoby się wydawać: zastosowanie zabiegu fungicydowego. Tym bardziej, że mamy zarejestrowane w kukurydzy środki, jak chociażby te zawierające fluopyram i protiokonazol. Największą przeszkodą jest tu jednak faza kukurydzy, w której powinien zostać wykonany zabieg (BBCH 30-69), kiedy kukurydza jest już bardzo wysoka. Do takiego zabiegu niezbędny jest opryskiwacz szczudłowy lub dron, co mocno ogranicza jego powszechne wykonywanie. Rolnicy, którzy dysponują odpowiednim sprzętem i decydują się na taki oprysk, często łączą go z zabiegiem insektycydowym. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ presja omacnicy prosowianki jest skorelowana z presją chorób grzybowych. Żerująca omacnica przerywa ciągłość tkanek roślin tworząc bramę do wniknięcia zarodników, jak i sama jest wektorem przenoszącym zarodniki.

Skoro zastosowanie tego typu zabiegu jest niedostępne dla większości rolników, to co jeszcze można zrobić oprócz dbałości o właściwą fermentację w silosie? Z pomocą przychodzą koncerny nasienne, które potrafią doskonalić odmiany kukurydzy w ten sposób, by ich potomstwo wykazywało się wyższą zdrowotnością i tolerancją na choroby. Do tej grupy odmian należy chociażby DKC3327 i DKC3418, które rekomendowane są do produkcji jakościowej kiszonki. Możemy też wskazać odmiany  (DKC3719) zawierające gen HT1, który zapewnia tolerancję na określone rasy patogenu wywołującego żółtą plamistość liści kukurydzy, zwanej helmintosporiozą. Co prawda nie produkują one niebezpiecznych mikotoksyn (jak Fusarium), ale wpływają bezpośrednio na jakość kiszonki. Liście zniszczone przez tę chorobę tracą zdolność do fotosyntezy. Roślina nie produkuje cukrów, które są niezbędne do prawidłowego i szybkiego przebiegu fermentacji mlekowej. Obumarłe, zdrewniałe tkanki liści mają znacznie gorszą strawność i są trudniejsze do ubicia. Zdrowotność odmian ma też związek z efektem Stay-Green, czyli z efektem wydłużonej zieloności. Zielonka z tego typu kukurydzy łatwiej i szybciej się ubija, a same rośliny mają dłuższe okno zbiorcze. Żeby mieć jeszcze większą kontrolę nad przebiegiem procesu fermentacji – warto rozważyć zastosowanie zakiszaczy. 

Obowiązkiem każdego hodowcy jest dbałość o wysoką zdrowotność łanu i minimalizowanie niekorzystnego wpływu pojawiających się chorób. W tym celu należy postępować zgodnie z właściwą praktyką rolną, dbając między innymi o zmianowanie, zagospodarowanie resztek pożniwnych, wybieranie odmian o wysokiej zdrowotności i zapewnienie odpowiednich warunków do zakiszenia się kukurydzy.

Autor: Wojciech Pieczewski
Screenshot of Music Academy

Z wykształcenia jest zootechnikiem. Studia o specjalizacji Hodowla Zwierząt i Gospodarka Paszowa ukończył na wydziale Hodowli i Biologii Zwierząt w Bydgoszczy. Posiada także tytuł technika weterynarii poparty kilkuletnią praktyką w zawodzie. Doświadczenie w branży rolnej zdobywał między innymi, realizując się na stanowiskach związanych z doradztwem techniczno-handlowym. Obecnie zatrudniony w globalnej firmie nasiennej zajmującej się doskonaleniem odmian i dystrybucją nasion, w której odpowiedzialny jest za rozwój segmentu odmian kukurydzy kiszonkowej.

comments powered by Disqus

Wróć

Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies). Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. czytaj więcej